Letras
Zwrotka 1)
Znowu słońce zachodzi tuż nad krawędzią bloku,
A ja czuję ten ciężar, jakbym miał ołów w kroku.
Miało być lżej, gdy wejdę na sam szczyt drabiny,
A widzę tylko cienie i własne, stare winy.
Piszę te wersy, kiedy miasto kładzie się spać,
Ile masek założyłem, by przed wami tu stać?
To nie teatr, choć gram rolę, której nie chciałem brać,
I nie pytaj o cenę – nie byłoby cię stać.
(Refren)
I znów morze pije moje łzy, słony smak porażek,
Topię w nim sny o potędze i kilka starych twarzy.
Horyzont kłamie tak samo jak każda z twoich obietnic,
Zostajemy sami, w tej ciszy tak nieludzcy i nędzni.
Fale zabierają krzyk, piach zasypuje ślady,
Jestem królem autodestrukcji, nie szukaj we mnie rady.
(Zwrotka 2)
Pamiętam każdy moment, gdy mówili: „nie dasz rady”,
Dziś te same osoby szukają u mnie zasady.
Paradoks – mam wszystko, a w środku czuję próżnię,
Dzielę życie na „kiedyś” i na to, co jest „później”.
Pycha kroczy przed upadkiem? Ja biegnę przed nią sprintem,
Zapiłem smutek winem, zagryzłem go labiryntem.
Gdzieś między koncertem a pustym pokojem w hotelu,
Zgubiłem sens walki i drogę do głównego celu.
(Refren)
I znów morze pije moje łzy, słony smak porażek,
Topię w nim sny o potędze i kilka starych twarzy.
Horyzont kłamie tak samo jak każda z twoich obietnic,
Zostajemy sami, w tej ciszy tak nieludzcy i nędzni.
Fale zabierają krzyk, piach zasypuje ślady,
Jestem królem autodestrukcji, nie szukaj we mnie rady.
(Zwrotka 2)
Pamiętam każdy moment, gdy mówili: „nie dasz rady”,
Dziś te same osoby szukają u mnie zasady.
Paradoks – mam wszystko, a w środku czuję próżnię,
Dzielę życie na „kiedyś” i na to, co jest „później”.
Pycha kroczy przed upadkiem? Ja biegnę przed nią sprintem,
Zapiłem smutek winem, zagryzłem go labiryntem.
Gdzieś między koncertem a pustym pokojem w hotelu,
Zgubiłem sens walki i drogę do głównego celu.
(Outro)
Słyszysz ten szum? To nie woda, to tylko szum w mojej głowie.
Wszystko, co ważne, i tak rozejdzie się po połowie.
Znowu dopijam drinka, patrząc jak świt nas tnie,
Morze już pełne, ale wciąż chce pić... moje łzy.
Znowu słońce zachodzi tuż nad krawędzią bloku,
A ja czuję ten ciężar, jakbym miał ołów w kroku.
Miało być lżej, gdy wejdę na sam szczyt drabiny,
A widzę tylko cienie i własne, stare winy.
Piszę te wersy, kiedy miasto kładzie się spać,
Ile masek założyłem, by przed wami tu stać?
To nie teatr, choć gram rolę, której nie chciałem brać,
I nie pytaj o cenę – nie byłoby cię stać.
(Refren)
I znów morze pije moje łzy, słony smak porażek,
Topię w nim sny o potędze i kilka starych twarzy.
Horyzont kłamie tak samo jak każda z twoich obietnic,
Zostajemy sami, w tej ciszy tak nieludzcy i nędzni.
Fale zabierają krzyk, piach zasypuje ślady,
Jestem królem autodestrukcji, nie szukaj we mnie rady.
(Zwrotka 2)
Pamiętam każdy moment, gdy mówili: „nie dasz rady”,
Dziś te same osoby szukają u mnie zasady.
Paradoks – mam wszystko, a w środku czuję próżnię,
Dzielę życie na „kiedyś” i na to, co jest „później”.
Pycha kroczy przed upadkiem? Ja biegnę przed nią sprintem,
Zapiłem smutek winem, zagryzłem go labiryntem.
Gdzieś między koncertem a pustym pokojem w hotelu,
Zgubiłem sens walki i drogę do głównego celu.
(Refren)
I znów morze pije moje łzy, słony smak porażek,
Topię w nim sny o potędze i kilka starych twarzy.
Horyzont kłamie tak samo jak każda z twoich obietnic,
Zostajemy sami, w tej ciszy tak nieludzcy i nędzni.
Fale zabierają krzyk, piach zasypuje ślady,
Jestem królem autodestrukcji, nie szukaj we mnie rady.
(Zwrotka 2)
Pamiętam każdy moment, gdy mówili: „nie dasz rady”,
Dziś te same osoby szukają u mnie zasady.
Paradoks – mam wszystko, a w środku czuję próżnię,
Dzielę życie na „kiedyś” i na to, co jest „później”.
Pycha kroczy przed upadkiem? Ja biegnę przed nią sprintem,
Zapiłem smutek winem, zagryzłem go labiryntem.
Gdzieś między koncertem a pustym pokojem w hotelu,
Zgubiłem sens walki i drogę do głównego celu.
(Outro)
Słyszysz ten szum? To nie woda, to tylko szum w mojej głowie.
Wszystko, co ważne, i tak rozejdzie się po połowie.
Znowu dopijam drinka, patrząc jak świt nas tnie,
Morze już pełne, ale wciąż chce pić... moje łzy.